wiosna 2012

13-14 kwietnia 2012

Nadszedł wreszcie długo oczekiwany dzień wyjazdu do naszych zachodnich sąsiadów. Trzynastego kwietnia 2012 roku spotkaliśmy się o 20.00 na dworcu autobusowym w Dzierżoniowie. Wszyscy byliśmy bardzo podekscytowani i nie mogliśmy się doczekać spotkania, ale zanim miało ono nastąpić, czekała nas 12-godzinna podróż. Na szczęście usnęliśmy i nocne godziny jazdy minęły szybko. Rano niemieccy koledzy powitali nas na ZOB-Hamburg (odpowiednik polskiego dworca autobusowego).

Teraz tylko pół godziny jazdy do samego Buxtehude, gdzie czekały nas ciepłe posiłki, miłe słowa i… świeżo zasłane łóżka.

14-15 kwietnia 2012

 Weekend był czasem pobytu w niemieckich domach. Mieliśmy okazję poznać obyczaje i realia życia za Odrą. Spotkaliśmy się wspólnie na rynku w Buxtehude, szczerze powiedziawszy, to wyprzedziliśmy samego przewodnika, który czekał na nas dopiero w poniedziałek!

Zobaczyliśmy stare miasto, port oraz zakątki tego urokliwego miejsca. Po południu wsiedliśmy w samochody i pojechaliśmy do miasta Moisburg, oddalonego o dziesięć minut drogi. Tam wzięliśmy udział w  festynie, na którym tańczyliśmy i śmialiśmy się w najlepsze.

Rano umówiliśmy się na wycieczkę do największego parku rozrywki w Niemczech, Heine Park! Spędziliśmy cały dzień na wspaniałej zabawie z naszymi przyjaciółmi. Kolejki górskie, karuzele, spływy i „statki”- to tylko wybrane atrakcje tego miejsca.

Nie było chwili, w trakcie której byśmy się nudziliśmy. Niemieccy koledzy popisali się  i zorganizowali nam czas perfekcyjnie.

16 kwietnia 2012

 Wstaliśmy wcześnie rano, gdyż nie wypada  spóźnić się do szkoły pierwszego dnia! Na dwie godziny staliśmy się pełnoprawnymi uczniami Gymnasium Buxtehude-Süd.

W Niemczech zajęcia lekcyjne przeprowadzane są na zasadach panujących w amerykańskich szkołach, każda osoba ma inne zajęcia o innej porze, dlatego nie mieliśmy okazji spotkać się w jednej klasie. Każde z nas uczestniczyło w dwóch godzinach lekcyjnych: historii, języka angielskiego, niemieckiego lub geografii. Spodziewaliśmy się ogromnych różnic między polskim, a niemieckim systemem szkolnictwa. Nic bardziej mylnego! Jest niemalże tak samo, poza tym, że na historii, nie istnieje jako takie pojęcie datacji. Uczniowie czytają stare dokumenty, listy, skupiają się właściwie na źródłach epistolarnych. Tego się nie spodziewaliśmy i nie każdemu spodobała się ta metoda.

W czasie spotkania w  auli -miły akcent, otóż na jednej ze ścian zawisła polska flaga!

Czas się zbierać! Czeka  nas spotkanie z władzami miasta.  Zasiadamy w dużej sali konferencyjnej budynku Rady Miasta  przy czarnym stole, na którym moglibyśmy tańczyć. Wznosimy  toast: za przyjaźń polsko-niemiecką! Rozmowa z burmistrzem zaczęła się od standartowych pytań na temat ilości mieszkańców, podziału administracyjnego i historii Buxtehude. Skończyliśmy na ekonomii i demografii Niemiec oraz Europy. Cała rozmowa była prowadzona w języku niemieckim. Bariery językowe zostały przełamane, przestaliśmy się bać błędów,  a nawet zaczęliśmy uczyć naszych kolegów języka polskiego, co przychodziło im z trudem ze względu na wymowę i mnogość dwuznaków.

Po opuszczeniu Rady Miasta udaliśmy się wraz z przewodnikiem na wycieczkę po Buxtehude. Dowiedzieliśmy się, z czego słynie miasto („Zając i Jeż”, znana wszystkim Niemcom bajka), poznaliśmy okoliczne zabytki, znaleźliśmy też czas na ciekawostki. Otóż, większość Niemców nie wie, że Buxtehude istnieje, choć słyszało o nim wiele razy, ze względu na wyżej wymienioną bajkę.  Buxtehude to odpowiednik naszego Wąchocka, który jest obiektem żartów w całej Polsce. Zachodni sąsiedzi zwykli nawet mawiać, w sytuacjach, gdy są na kogoś zdenerwowani, „a idź do Buxtehude”. Na to byśmy nie wpadli.

Dzień minął nam bardzo szybko, musieliśmy wrócić do domów, gdyż wieczorem mieliśmy w planach spacer nocny po mieście.

17 kwietnia 2012

Czwartego dnia pobytu u naszych przyjaciół z Niemiec, odbyliśmy wycieczkę do Bremerhaven, miasta oddalonego od Buxtehude o około sto kilometrów. Podróżowaliśmy pociągiem, dlatego mogliśmy wszyscy usiąść obok siebie. Ci sprytniejsi znaleźli miejsca na siedzeniach, reszta, na podłogach. Chcieliśmy być razem, by bliżej się poznać. Około jedenastej byliśmy już na miejscu. Przywitał nas silny wiatr, wiejący od strony Morza Północnego. Ubraliśmy czapki i poszliśmy do Muzeum Klimatu (niem. Klimahaus).

W tym niezwykłym miejscu odbyliśmy niezapomnianą podróż od początków wszechświata po dzień dzisiejszy. Trudne zagadnienia, ukazane były w przystępny sposób, pozwalający na zrozumienie skomplikowanych zjawisk fizycznych, mających miejsce pod, obok i nad nami. Odwiedziliśmy lasy równikowe, w których udało nam się zabłądzić i zaplątać w gąszcz lian. Temperatura, wynosząca tam ponad trzydzieści stopni Celsjusza, jak i wilgotność oscylująca wokół dziewięćdziesięciu procent, zmusiły nas do ściągnięcia ciepłych kurtek i podwinięcia nogawek spodni. Musieliśmy również bacznie obserwować podłoże, kałuże były wszędzie. Po chwili znaleźliśmy się na biegunie północnym. Doznaliśmy szoku termicznego! Technologia, jakiej użyto w tym miejscu, stoi na bardzo wysokim poziomie. Śnieg był tak zamarznięty, że nie mieliśmy możliwości ulepić bałwana, przeszkadzał w tym również silny, północny wiatr, który niemal zdmuchiwał nam czapki. Z czerwonymi nosami odwiedziliśmy Saharę. Przy temperaturze, wynoszącej około czterdzieści stopni i niezwykle suchym powietrzu, szybko wyschły nam gardła.

W każdym z pomieszczeń dowiadywaliśmy się nowych rzeczy, między innymi na temat zagrożeń płynących z nadmiernej emisji gazów cieplarnianych. Zrobiło to na nas ogromne wrażenie. Zrozumieliśmy, że jeśli rozwój technologiczny nie będzie szedł w zgodzie z naturą, już za sto lat nie zobaczymy tych krajobrazów, które przed chwilą mieliśmy okazję podziwiać. Lasy zostaną wycięte, bieguny stopnieją, a pustynie zaczną się rozszerzać.

Wiedza przekazana w ten sposób, tak dosłownie, zapada w pamięć na bardzo długo. Pozostając pod ogromnym wrażeniem Domu Klimatu, wyruszyliśmy pociągiem w stronę zabytkowej, i znanej wszystkim Polakom, Bremy. Słynie ona z zabytków zachowanych w świetnym stanie od czasów ich powstania. Dworzec jest pięknym obiektem łączącym wiele stylów architektonicznych. Po krótkim spacerze doszliśmy do rynku. W jego centrum stoi katedra, która majestatycznie góruje nad miastem, nawet sam ratusz, z pięknymi sukiennicami i płaskorzeźbami, ustępuje świątyni. Czas wolny pozwolił nam poznać miasto Czterech Muzykantów Braci Grimm jeszcze bliżej. Czuliśmy się trochę jak w maszynie czasu, ponieważ zabytki i nowoczesne zabudowania tworzą niezwykłą całość.

Zmęczenie dało nam się we znaki, mimo to nie przestaliśmy rozmawiać, powrót upłynął w ożywionej atmosferze. W domach byliśmy wieczorem, bogatsi o nowe doznania i doświadczenia. Zdaliśmy sobie sprawę z tego, że takie wyjazdy w niesamowity sposób kształcą oraz uczą szacunku do drugiego człowieka.

18 kwietnia 2012

Następnego dnia udaliśmy się do jednego z największych portów na świecie, miasta kanałów i wody, miasta luksusów i dobrej rozrywki- Hamburga!

Zaczęliśmy od rejsu statkiem po porcie, mimo bardzo wietrznej pogody, nie mogliśmy nadziwić się technologii i ogromowi portu. Mijaliśmy ogromne lodołamacze, kilkudziesięciometrowe transportowce, kadzie wypełnione po brzegi ropą naftową, jak i… łódź podwodną. Wspólnie zjedliśmy uroczysty obiad w jednej z restauracji w centrum miasta. Jedzenie było wyśmienite. Przejechaliśmy całe śródmieście w dużym, dwupiętrowym autobusie. Przewodnik miał poczucie humoru, dzięki czemu zaciekawił nas historią miasta. Zwiedzanie zakończyliśmy pod kościołem świętego Michała, którego nawę główną mieliśmy okazję podziwiać w pełnej okazałości, a także wejść na szczyt wieży widokowej. Panorama zapierała dech w piersiach i obejmowała około czterdzieści kilometrów w głąb lądu, gdyż udało nam się dostrzec o tyle właśnie oddalone lotnisko Hamburga.

Pora na czas wolny. Jako miejsce spotkania wybraliśmy dworzec główny, mieliśmy dwie i pół godziny dla siebie. Postanowiliśmy odwiedzić najdroższe sklepy w Niemczech, w których ceny galanterii damskiej sięgały nawet pięciu tysięcy euro oraz miejsca pamięci. Sfotografowaliśmy pomnik poświęcony mężczyznom, którzy nie powrócili do swych rodzin po I wojnie światowej. Później zwiedziliśmy rynek, który swym rozmiarem przewyższa nasz wrocławski. Ratusz, zdobiony ogromną ilością płaskorzeźb i figur zrobił  na nas ogromne wrażenie -czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy!

Czas wolny dobiegł końca, lecz w pociągu nie odpoczywaliśmy, rozmawialiśmy wspólnie o muzyce i śmiesznych piosenkach, które w tej chwili są na topie w Niemczech i w Polsce. Wieczorem spotkaliśmy się wraz z nauczycielami na grillu u jednej z naszych koleżanek, Leny Lemmermann. Lena mieszka na wsi i ma ogromne gospodarstwo. Jedliśmy i śmialiśmy się w najlepsze do późna. Tego dnia zintegrowaliśmy się ze sobą jeszcze bardziej. Więzy się zacieśniły.

 19 kwietnia 2012

O godzinie dziewiątej spotkaliśmy się wszyscy pod szkołą  gimnazjalną w Buxtehude, do której uczęszczają nasi koledzy i koleżanki z Niemiec. Był to ostatni dzień naszego pobytu za Odrą, dlatego postanowiliśmy wykorzystać go maksymalnie. Przed godziną dziesiątą poszliśmy do klasy, w której mieliśmy zająć się bardzo ważnym tematem- dyskryminacją ze względu na pochodzenie i przynależność etniczną. Jest to temat trudny, lecz nie zniechęciliśmy się. Czuliśmy, że musimy obalić stereotypy, powodujące nieporozumienia między naszymi narodami.

Podzieliliśmy się na dwie grupy- niemiecką i polską. Każda grupa pisała powszechne przekonania dotyczące przeciwnej. Uzbieraliśmy ich łącznie około czterdziestu! Później wykreślaliśmy te budzące kontrowersje lub będące oszczerstwami.

Doszliśmy do wielu wniosków:

Niemcy wcale nie są nietolerancyjni wobec Polaków, tak jak myśli się u nas w kraju. Przeciwnie! Lubią nas za to, że potrafimy się wspaniale integrować, a współpraca z nami jest czystą przyjemnością, ze względu na otwartość i gościnę, z jakiej słyniemy. Nie popierają również działań nazistów w czasie II wojny światowej. Niemieckie kobiety wcale nie są brzydkie. Spotkaliśmy wiele ładnych dziewcząt.

Niektóre stereotypy potwierdziliśmy, zdejmując je tym samym z listy nieprawdziwych i utartych stwierdzeń. Niemcy należą do ludzi, którzy bardzo cenią sobie porządek i punktualność, co w Polsce określa się jednym zdaniem: „Ordnung muss sein” ( „Porządek musi być!”). Są szczerzy i lubują się w swoich narodowych potrawach i napojach.

Polacy z kolei obalili przekonanie naszych zachodnich sąsiadów na nasz temat. Nie zgodziliśmy się ze stwierdzeniem, iż nasi rodacy kradną, w myśl niemieckiego powiedzenia:  „Heute gestolen, morgen in Polen” ( „Dziś ukradzione, jutro w Polsce”). Potwierdziliśmy zaś powszechne przekonanie na temat piękna Polek i cen w Polsce, które dla Niemców są faktycznie atrakcyjne.

To spotkanie nauczyło nas tolerancji. Żyjemy w świecie zmian. Musimy uczyć poszanowania drugiego człowieka, gdyż dziś w wielu miejscach na ziemi, go brakuje.

Nasze prace zawisły na głównym korytarzu szkoły.

Zostały nam dwie godziny na zakupy, pożegnanie i spakowanie się. Nasze spotkanie na dworcu kolejowym w Buxtehude przebiegło w smutnej atmosferze, mamy jednak nadzieję, że się niedługo zobaczymy.

Najbardziej w pamięci pozostanie nam chyba moment, w którym szkolna orkiestra zagrała hymn Polski, na dziedzińcu szkoły, wśród promieni wyłaniającego się zza chmur słońca… .

szkoła ponadgimnazjalna