Z okazji 65-lecia I Liceum Ogólnokształcącego zaproszeni zostali absolwenci. Listę nazwisk otwiera jeden z najbardziej znanych reżyserów w kraju. Sylwester Chęciński, bo o nim mowa, został ochrzczony przez prasę „malarzem charakterów”. To właśnie spod jego pędzla wyszły takie dzieła jak „Nie ma mocnych”, „Kochaj albo rzuć”, czy też „Sami swoi”. W jednym z programów radiowych przyznał, iż pragnie rozstać się z etykietą twórcy tego ostatniego filmu. Cóż, z pewnością nużące jest kojarzenie kogoś przez pryzmat jednej, choć wybijającej się, projekcji.  Dyrekcja szkoły postanowiła zaznajomić młodzież, uczęszczającą do jej zasłużonych murów, z innymi, nieco mniej znanymi filmami reżysera. W mekce życia towarzyskiego – kinie, a zarazem teatrze, wyświetlono trzy z nich. Każdy poruszał inne kwestie związane z egzystencją człowieka. „Agnieszka 46” opowiada o autorytarnie zarządzanej wsi, do której przybywa nauczycielka i rozpoczyna batalie o prymat z dotychczasowym liderem. Jak to często bywa w życiu, rywale podkochują się w sobie, nie czyniąc nic w kierunku konsumpcji uczucia. „Związek” pozostaje wiec platoniczny, a gdy nieprzejednany wódz opuszcza wieś, Agnieszka, pod wpływem silnego wstrząsu, wypowiada słowa: nie jedź. Na tym jej reakcja kończy się. Ach, kobiety to jednak dziwne istoty…

„Przybyli ułani” to tragikomedia, warta obejrzenia. Za rekomendacje niech posłużą łzy, lecące z oczu uczniów. Chęciński doskonale operuje symbolami, wywołując u odbiorcy rozmaite emocje. Ostatni z tych mniej znanych to ” Wielki szu”, prawdziwe dzieło, wciskające w fotel widza. Tytułowy bohater to szuler, który wychodzi z wiezienia po 5 – letniej odsiadce. Pragnie definitywnie rozstać się z przeszłością, kupią dom w spokojnej okolicy i osiąść w tamtejszym klimacie. Zastaje jednak społeczeństwo trawione przez mniejszych i większych wirażów, i całkowitą degrengoladę moralną. Chcąc, nie chcąc, wchodzi w te szkodliwe naturze etycznej opary, ogrywając wszystkich. W drodze do przejęcia bogactw całej RP poznaje utalentowanego młokosa i przekazuje mu tajniki gry w karty. Wprowadza go w \”wielki świat\”, a na końcu oszukuje, tak jak pewien wpływowy szalbierz oszukał kiedyś SZU. Koło życia zamyka się, nikt nie wychodzi poza obręb swych ról, Ci odchodzący są zastępowani przez nowych. Może to prowadzić do smutnych wniosków i spowodować, że na usta wciśnie się pytanie – czy życie jednostki jest istotne dla funkcjonowania państwa?

Po projekcji nadszedł długo wyczekiwany moment. Próg kina „Zbyszek” przekroczył Sylwester Chęciński oraz jego wierny towarzysz – Jan Nowicki, który niestety nie ukończył w przeszłości I LO. Wprowadzono ich na środek i rozpoczęto misje bombarda. Pytania wypluwano z prędkością strzałów karabinów maszynowych, jednak tylko wewnątrz umysłu. Czasu na ich zadanie było niewiele, bo goście, musieli opuścić wygodne lokum i przenieść się do równie komfortowego gmachu I LO, także na spotkanie. Prowadziła je najnowsza legenda szkoły, dziennikarz TVN 24 Jarosław Kuźniar.

Charyzmatyczni goście uświetnili jubileusz. Na uwage zasługuje olbrzymi dystans reżysera do swojej osoby. Jako legenda I LO stanowi prawdziwy wzór, posąg o wizerunku dumnego orła, w którego chcą się przeistoczyć nieopierzone pisklaki. Jan Nowicki to również niezwykła postać polskiego kina. W przeszłości grał wielokrotnie role amanta, stąd na pożegnanie złożył dwa odciski swoich ust na policzkach uczennic, wręczających mu bukiet.